czwartek, 23 kwietnia 2020

Pierwszy dzień w lesie

W poniedziałek otwarli lasy.
Postanowiłam że uniosę się dumą i nie polecę zaraz pierwszego dnia do lasu jak wszyscy.
Poleciałam we wtorek...
Przetrzepałam przy okazji mój nowy rower na leśnych wertepach, bo co jak co - nie wypadało tak ogólnodostępnieznanymi trasami jechać. Moja trasa musiała być  - jak na królową lasu przystało -niebanalna. Czyli... w lesie trzeba się zgubić. Ale pokrótce..
Jako że w ogóle nie odczuwam skutków kwarantanny i gdyby nie to, że moje dzieci dziwnie długie ferie mają w tym roku, to nawet bym się nie zorientowała że coś jest na rzeczy. A jak zakazali wchodzić do lasu - to polazłam nad rzekę i tyle. Moja niefrasobliwość czasem i samą mnie rozwala.
Mimo jednak że zakaz wchodzenia do lasu nie był dla mnie zbyt uciążliwy, z czystą przyjemnością się w nim zanurzyłam.

Jedno z moich ulubionych samotnych drzew

Pierwsza z brzegu wierzba oświadcza mi miłość
 Po długiej powypadkowej wylegiwance nastąpiła epoka koronowirusa i świat się zmienił. Zmieniło się również otoczenie. Postęp techniki wszedł do autobusów z nowymi kasownikami, co na starej babie zrobiło spore wrażenie. Powstało parę nowych miejcówek, a parę zniknęło. Jak na przykład kamienny krzyż z początków XIXw. potrącony przez TIRa. Mam nadzieję że wróci on wkrótce na swoje miejsce (krzyż, nie TIR) bo tak przez to potrącenie czuję się z nim zsolidaryzowana. Za każdym przejazdem będę wystosowywać myśl dziękczynną w tym miejscu, że mnie tylko w nodze złamało a nie w krzyżu - bo bym dziś jeszcze do was nie pisała. A może i nawet wcale.
Tymczasem w miejscu staraniem zapewne ludności lokalnej stanął krzyż drewniany.

Podstawa kamiennego krzyża
Kapliczka św. Tekli  - patronka umierających i cierpiących
 W Urbanowicach trzeba się wspiąć na niewielkie wzniesienie, co w obowiązującej chuście zakrywającej nos i usta  nie jest takie proste. Stoi tu domkowa kapliczka św. Tekli która podobno ma ochraniać przed ogniem i zarazą. Zatem tu już pod ochroną Teki mogę zdjąć mokrą szmatę z twarzy i bez obaw zanurzyć się w las.

piękna, stara wierzba




W lesie ogromnie sucho. Mimo połowy kwietnia trawy zanim zdążyły się zazielenić już zżółkły, a  liście większości drzew nie namyśliły się jeszcze czy wyjść z pąka, czy czekać lepszych czasów.. takich bardziej wilgotnych.
Jako że przez ostatni miesiąc był zakaz włóczenia się bez celu - miałam w zamiarze zgodnie z przewrotną naturą ludzką tak bez celu się właśnie powłóczyć, ale zmieniłam zdanie - pojadę zobaczyć stan wód w okolicy.

Korzyniec zwany Korzeńcem, a w tym odcinku Korzenicą (nigdy się nie dowiedziałam z czego niby wynika ta nagła zmiana płci) jest rzeczką nader intrygującą. Płynie sobie przez całą szerokość lasów Kobiórskich takim pasem łąk i rozlewisk które wyśmienicie nadają się do obserwacji wszelkiej zwierzyny. A że obecnie wszystko co żyje musi się napić, obserwacje mogą być szalenie interesujące. Żeby zaobserwować żurawie czy bobry jestem nader nie w porę, ale może inna zwierzyna? Jednak znając moje szczęście, to jedynie kaczki. I to na tyle byłoby z obserwacji.
Korzyniec

Most na Korzyńcu - z czasów świetności znalazłam w krzakach fragmenty żeleznych przęseł

Ja nie wiem czy to w końcu wiosna, czy też jesień

A teraz jedna z najpiękniejszych alei w całym lesie  - droga na Osowiec. Obsadzona kasztanami.
Kasztanowce to jedne z moich ulubionych drzew - zaraz po wierzbach, dębach, brzozach... a może i nawet na równi. Poza tym nie wiem czy wiecie, ale każdy rodzaj drzewa ma swój taki specyficzny zapach. Kasztany też mają. No i muszę przyjechać znów...gdy zakwitną.





 Na Osowcu, za gajówką znajduje się taka piękna kapliczka Matki Boskiej z kciukiem. Niegdyś stała w tym miejscu mała, rozwalająca się bidula z takim właśnie obrazkiem, pewna osoba podjęła się jej odnowienia i obecnie wygląda imponująco (kapliczka, nie osoba). Mało kto tu zagląda, bo droga prowadzi do nikąd. Właściwie prowadzi...do drogi szybkiego ruchu, więc jest możliwa tylko nawrotka i powrót. Albo... ta ścieżka co odbija w lewo.


stokrotki są niepokonane

jeden pożytek z suszy - błoto nie jest ograniczeniem

Trzymam się takich ścieżek, by od czasu do czasu wyskoczyć nad Korzyńcem. Na szczęście jest sucho i nie trzeba przedzierać się przez mokradła i bagniska. Jednak przedzierać się mimo wszystko trzeba. Rodzi się zamysł żeby przejść całą długość łąkami. teraz trzeba ten zamysł dobrze sprzedać... wiadomo komu.
W zwierzynie również susza... ani sarenki, ani ważki, jedyne dziki jakie ostatnio widziałam - to na skarpetkach.
kapliczka nad stawem Żebrok
Na Żebroku lśni lustro wody. To dobrze. Niegdyś tędy biegła główna droga i trakt na most. Most nie przetrwał do dzisiejszych czasów. Jak i wiele innych drewnianych mostów, o których istnieniu świadczą dzisiaj jedynie nasypy obsadzone postawnymi dębami. Widać je z daleka.


O, a gdzieś tutaj się zgubiłam. Mimo że znam las dosyć dobrze - to moje kręcenie zawsze kończy się tym że muszę posiłkować się mapą w telefonie. Trochę wstyd.
Wypadało by się zacząć orientować gdzie mamy wschód, a gdzie zachód


Kapliczka w Międzyrzeczu
A w końcu ten nasz las taki ogromny nie jest. Nawet gdy się gdzieś zgubię - zawsze jest miejsce na które wyjadę, drogę którą znam, staw, kapliczkę. Przyjemnie się zagubić w takim oswojonym lesie.
Obywatelski obowiązek spełniony - w lesie wszystko gra. Teraz... jadę na pola.





1 komentarz: